belfer308 | e-blogi.pl
To jest dramat 2018-05-14

E l e n i   i   A f r o d y t a 


       Zajrzałem do internetu, bo przypomniał mi się ten tragiczny dzień, gdy Afrodyta  -  córka słynnej piosenkarki Eleni  -  została zamordowana przez osobę, którą obie dobrze znały. To było w styczniu 1994 r.  Nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego akurat taki smutny temat notki wybrałem. Nie było żadnego powodu. Po prostu w jednej chwili przychodzi taka myśl do głowy. 


       W internecie znalazłem dużo szczegółów dotyczących tej strasznej tragedii. Jest taki tytuł:  "Mroczny Poznań. Zabójstwo córki Eleni. Wszyscy płakali razem z nią".  Dowiadujemy się, jak młodzi się poznali, czy byli ze sobą szczęśliwi. Afrodyta mówiła koleżankom: "Ta znajomość może się źle skończyć". Czytamy w artykule, że po zerwaniu (jesienią 1993 r.) dziewczyna stała się radośniejsza, wyraźnie odżyła. A chłopak nielegalnie kupił broń i naboje. Nie działał w afekcie, ale zaplanował zbrodnię. Jak ta ostatnia scena wyglądała, też możemy przeczytać, chociaż ten opis jest wstrząsający. 


       31 maja 1995 r. Sąd Wojewódzki w Poznaniu skazał mordercę na 25 lat więzienia. Była to w tamtym czasie najsurowsza kara, bo kary śmierci już nie orzekano, a dożywocia jeszcze nie wprowadzono.  "WYBACZYŁA MORDERCY SWOJEJ CÓRKI".  To tytuł obszernego artykułu o tym, co Eleni przeżywała przez te lata po śmierci Afrodyty. Zanotowałem ważny fragment z tego artykułu: 


       "Od prawie 15 lat spotykam się z młodzieżą, w szkołach. Afrodytka pozostawiła swoje zapiski dotyczące tej znajomości. Długo zastanawiałam się, co mam z tym zrobić, przecież ona po coś to napisała i do kogoś to kieruje. Postanowiłam spotykać się z młodzieżą, czytać im to, rozmawiać z nimi, żeby nauczyli się rozmawiać ze swoimi rodzicami"  -  mówi Eleni. 


@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@  Zdzisław 


Komputer się zbuntował? 2018-05-01

   L i ś c i k    d o    F r a u s u c h e n 


       Przeczytałem obydwa Pani komentarze, ale nie mogę odpowiedzieć, bo jak napiszę mój komentarz, to w okienku nie pojawia się hasło, tylko długi angielski tekst. Taka usterka występuje już od kilku tygodni, muszę poprosić o pomoc jakiegoś specjalisty. 


       Chciałem napisać, że o poprawność językową dba Pani znakomicie. Pani blog jest w ogóle chętnie czytany, widzimy miłe komentarze.  Jeżeli chodzi o język niemiecki, to miałem w ogólniaku i na studiach. Chyba dobrze przetłumaczyłem te dwa wyrazy:  "naturalnie, bez wątpienia". 


       Serdecznie pozdrawiam   -   Zdzisław 


⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔⛔


Czego słuchamy (i kogo słuchamy) ? 2018-04-26

K o b i e t y    t e ż . . . 


       Tytuł tego tekstu jest krótki i zagadkowy, a napisałem tak tylko dlatego, że tytuł poprzedniej notki ("Niektórzy pięknie mówią") sugerował, jakbym doceniał wyłącznie mężczyzn. To jedno słówko "niektórzy" było niezręczne, bo powinienem też napisać "niektóre" (niektóre panie). Faktycznie podałem trzy przykłady panów pięknie mówiących  -  i na pewno tych przykładów byłoby więcej. Poczułem się trochę głupio, jakbym nie doceniał kobiet, a tych pięknie mówiących np. w radiu też jest dużo. W pierwszej chwili przypomniała mi się RÓŻA  ŚWIATCZYŃSKA.  To pani redaktor, którą poznałem z audycji programu drugiego Polskiego Radia. Byłoby może przesadą, gdybym powiedział, że jest najlepsza spośród najlepszych (w radiu). Zresztą trudno tu stopniować, czy liczyć punkty jak w jakimś konkursie. Właśnie pani redaktor przypomniała mi się w pierwszej chwili, bo to nasze radiowe poznanie było niezwykłe. 


       To było może dziesięć, może 15 lat temu. Przypadkowo trafiłem na tę audycję i nie mogłem oderwać się od głośnika. Jakaś pani (wtedy mi jeszcze nieznana) tłumaczyła słowa jakiegoś obcego artysty. Często zdarza się w radiu, że na tle trochę wyciszonych słów gościa z zagranicy  -  ktoś tłumaczy na język polski. Co mi się najbardziej podobało? To nie było takie sobie zwykłe tłumaczenie. Zasłuchałem się, bo ta pani mówiła tak, jakby opowiadała coś własnymi słowami. To było takie naturalne i miłe do słuchania. Nie wszyscy, niestety, nie wszyscy w radiu tak potrafią. Nie podano nazwiska tej pani i musiałem telefonować do redakcji programu drugiego PR. Po jakimś czasie znów trafiłem na audycję prowadzoną przez panią red. Różę Światczyńską. Postanowiłem napisać miły list do radia. 


       Jak już wspomniałem, to się zdarzyło mniej więcej 10, może 15 lat temu. Cieszę się, że pani redaktor nadal w radiu pracuje. Stałe audycje pani Róży Światczyńskiej (w programie drugim) mają tytuł "Chopin osobisty". Najbliższa zapowiedziana jest na niedzielę 29 kwietnia o godz. 16.  -  "Chopin w porze niedzielnego obiadu? Sądząc po Państwa zainteresowaniu, każdy czas jest dobry, by słuchać jego muzyki (...)"  -  napisała pani redaktor. Napisała też o sobie (w internecie):  


"Radio jako barwny epizod mojej biografii pojawiło się jeszcze w czasach licealnych. To profesjonalne zaistniało dużo później, szczęśliwie godząc w moim życiu pasję muzyczną z zainteresowaniami humanistycznymi. Najpierw jednak były studia pianistyczne, potem podyplomowe w radiowej szkole dziennikarskiej oraz trudne początki na "głębokiej wodzie".  (...)  W muzyce interesuje mnie wiele zjawisk, jednak słabość do fortepianu i Chopina chyba pozostała..."  . 


       Kto ze słuchaczy będzie miał szczęście, to trafi  (w programie drugim PR)  na przedpołudniowe koncerty prowadzone przez panią red. R. Światczyńską. Między godz. 10 - 12.45 koncerty prowadzą różni prezenterzy, ale w tym czasie nie wszyscy mogą słuchać radia. 


🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐🌐  Zdzisław 


Piękny głos to nie wszystko 2018-04-21

Niektórzy  pięknie  mówią 


       Na pewno nie wszystkich interesuje to hobby, jakie mnie pasjonuje. Zalicza się do tzw. kultury słowa. Myślę, że można być wrażliwym, można być wyczulonym na piękne słowo podobnie jak np. na muzykę. Niedawno, w kwietniu, odbył się w Bydgoszczy Festiwal Pięknego Czytania Prozy (już tradycyjnie dla uczniów klas gimnazjalnych). Odbywa się dopiero od kilku lat, a konkursy recytatorskie obejmujące głównie poezję mamy już od lat kilkudziesięciu. Mnie zainteresowała właśnie proza, bo wydaje mi się, że jest ona trudniejsza do "recytowania" niż poezja. 


       Moje ucho stało się wrażliwe na prozę na pewno przez radio. To w radiu usłyszałem głosy, które mnie urzekły. Mam tu na myśli nie to, że ktoś jest obdarzony pięknym głosem (jaki stał się darem niebios, czy darem natury  -  co kto woli). Owszem, barwa głosu jest ważna i robi wrażenie, ale mnie zainteresował  SPOSÓB PRZEKAZYWANIA  danego tekstu. Sposób przekazywania w radiu, w telewizji, albo po prostu "na żywo" (na jakiejś imprezie, czy w jakimś wystąpieniu).            


      Gdyby ktoś mnie zapytał o nazwiska osób, które szczególnie cenię np. w radiu, to byłbym w kłopocie. Tych nazwisk jest sporo, ale trudno je wymienić tak od razu. Są to osoby pracujące w radiu na etacie (np. prezenterzy, komentatorzy itd.), są też osoby przychodzące do radia na zasadzie gości, z którymi przeprowadza się rozmowy. Wspominam jednego lekarza, którego nazwiska nie mogę sobie przypomnieć, bo to było bardzo dawno (imię podobne do nazwiska, pomysłowi rodzice). Doktor zrobił na mnie wrażenie, bo mówił  -  to dobrze pamiętam  -  jak mówić nie potrafi wielu polonistów. Po prostu słuchało się go z przyjemnością. Z wielką przyjemnością słuchałem  -też wiele lat temu  -  słynnego dyrygenta Stefana Stuligrosza. Pamiętam tylko tyle, że mówił o swoich wychowankach czyli o młodych, nieraz bardzo młodych chórzystach. Z tego, co zapamiętałem, zachował się jak dobry ojciec, który potrafi pochwalić, potrafi ukarać. To wszystko mówił jakże pięknym językiem. Szkoda, że nie mam tego nagrania na pamiątkę.    


      Dobrych przykładów, to znaczy dobrych mówców nie muszę szukać daleko, bo oto w mojej Bydgoszczy miałem dość oryginalną przygodę. Kiedyś usłyszałem, jak pewien pan opowiadał (a raczej czytał) historię jednego z bydgoskich kościołów. Zrobił na mnie tak niesamowite wrażenie, że specjalnie poszedłem do kościoła, z którego była wówczas radiowa transmisja i zapytałem, gdzie szukać tego pana. Okazało się, że pełnił jakąś funkcję w Filharmonii Pomorskiej, później pracował w Urzędzie Wojewódzkim i jeszcze gdzieś, a obecnie jest dyrektorem Filharmonii Pomorskiej  im. Ignacego Paderewskiego. Nie potrafię opisać, jak ten pan mówi, jak opowiada, jak czyta  -  to trzeba usłyszeć.     


     Dużo takich pięknych przykładów mógłbym podać, ale znów to powtórzę, że trudno opisać, trzeba usłyszeć. Mam także  ZŁE PRZYKŁADY,  np. strasznie mnie denerwuje, gdy ktoś zbyt szybko czyta radiowe wiadomości . To wygląda tak, jakby go ktoś przed chwilą zdenerwował (i to udziela się słuchaczowi). W bydgoskim radiu publicznym są dwie osoby, które biją rekordy w szybkim czytaniu. Gdy ich usłyszę, to od razu przełączam na inną stację.  Denerwujący, a zarazem śmieszny jest przykład pana nadającego (najczęściej w Jedynce) radiowe komentarze ze Stanów Zjednoczonych.  Kiedyś podczas jakiejś rozmowy zażartowałem, że on mówi po polsku, ale z angielskim akcentem. Czasami nazywa się to mówieniem "na jednym poziomie", w sposób taki bezbarwny, monotonny, jakby bez akcentów. Jeżeli ktoś nie zwrócił na to uwagi, proszę posłuchać radiowych korespondencji pana Marka ze Stanów Zjednoczonych. Co ciekawe, podczas zwykłej rozmowy (np. z radiowym prezenterem) mówi on całkiem naturalnie. Jak to wytłumaczyć? To już taki folklor  -  jeżeli wolno mi jeszcze raz zażartować.          


🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯🐯  Zdzisław       


Gdy za długo ładujemy 2018-04-15

Pali się laptop,


pali się telefon 


       "Express Bydgoski" w wydaniu internetowym z 14 kwietnia przestrzega przed zostawianiem włączonej ładowarki (do telefonu, laptopa, tableta itd.) np. na całą noc.  "Express" opisuje, co wydarzyło się pod koniec marca w angielskim mieście Letchworth. Jeden z pracowników zostawił włączoną ładowarkę i poszedł do domu. Po jakimś czasie nastąpiła eksplozja baterii, zapalił się laptop i spłonęło całe biuro. 


       Niepotrzebnie ryzykują osoby ładujące swój sprzęt zbyt długo  -  zwłaszcza gdy czynią to bez żadnej kontroli. Ja jestem przesadnie ostrożny i wyłączam ładowarkę nawet wtedy, gdy wychodzę z domu np. na pół godziny. Do najbliższego marketu spożywczego muszę przejść tylko przez jedną ulicę. Różne rzeczy się zdarzają i łatwo się domyślić, co by było, gdybym zamiast do domu trafił do szpitala. Nie zawsze ktoś z rodziny może taką ładowarkę  wyłączyć. 


😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈  Zdzisław      


Co zawdzięczamy rodzicom 2018-04-07

Mój   tata 


był  wspaniałym  turystą  


       Tak napisałem w sms'ie do pani Patrycji:  Mój tata był wspaniałym turystą. Dlaczego akurat taki temat?  Tak się złożyło, że w sms'ie z życzeniami świątecznymi nawiązałem do piękna Borów Tucholskich, do wrażenia, jakie sprawia deszcz padający w lesie  -  a właśnie w minione Święta deszcz padał prawie w całej Polsce. Chyba wszyscy, może prawie wszyscy mieli okazję wejść latem do lasu sosnowego czy świerkowego, gdy na te nagrzane słońcem drzewa zacznie padać deszcz. Ten zapach daje uczucie szczęścia. 


       Bory Tucholskie poznałem właśnie przez mojego tatę. To on nas zachęcił i wielokrotnie jeździłem z żoną, a potem także z naszymi małymi córkami do Tlenia, do ośrodka PTTK. Można tam wynająć domek, można ustawić namiot. Bardzo miłe wspomnienie mam z pola biwakowego, na którym było kilkadziesiąt namiotów. Kiedyś późnym wieczorem spacerowałem w pobliżu i nagle usłyszałem piosenkę, która długo trzymała się na pierwszym miejscu listy przebojów Marka Niedźwieckiego. Piękny tytuł: "Kocham Cię kochanie moje". Wrażenie niesamowite, bo z wielu namiotów słychać było tę piosenkę i w sumie tyle małych głośników dawało trochę decybeli (w dobrym znaczeniu). To były jeszcze takie czasy, kiedy audycje nocne nadawano tylko w programie pierwszym Polskiego Radia i dlatego wszyscy nastawili swoje odbiorniki na tę samą stację. O tej pięknej muzycznej przygodzie pisałem już kiedyś w moim blogu. Nie mogę znaleźć tej notki, bo uzbierało się tych notek ponad 270. 


       Powracam jeszcze do wspomnień o moim tacie, do jego turystycznych zamiłowań. Tata lubił zdobywać odznaki turystyczne, które otrzymywały osoby wędrujące po wyznaczonych szlakach górskich i nizinnych. Za wędrówkę po takich szlakach przysługiwała określona liczba punktów i w zależności od tej liczby można było otrzymać brązową, srebrną lub złotą odznakę turystyczną. Tata zdobył dużo takich odznak. Były też dyplomy, np. za udział w rajdach motocyklowych. To była wielka pasja mojego taty  -  nie tylko wędrówki piesze, ale także na nartach i na wspomnianym już motocyklu. Z tym motocyklem to w ogóle osobny temat, bo tata bardzo dbał o jego stan, o jego czystość. To była Jawa CZ - 175, dziś już niespotykana. Może uda się komuś zobaczyć ten motocykl u jakiegoś kolekcjonera albo w muzeum techniki. 


       Mojemu ojcu zawdzięczam umiłowanie turystyki (krajowej), a także zwykłych wycieczek po bliższej lub dalszej okolicy. To jest doskonały przykład, jak rodzice mogą zaszczepić w swoich dzieciach zamiłowania turystyczne. Mamy dowód na to, co rodzicom zawdzięczamy (nie tylko w tej dziedzinie).  Żal mi tych dzieci, którym nie przekazano żadnych zainteresowań, żadnych zamiłowań. Trzeba mieć jakieś życiowe pasje, żeby cieszyć się życiem. 


😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃😃  Zdzisław 


Jak świąteczne życzenia 2018-03-28

Takie   wiersze   lubię 


       Życie jest za krótkie,


       by płakać zbyt długo,


       gdy daje Ci szansę, 


       nie czekaj na drugą.


              Wybacz ludziom błędy, 


              a i sobie daruj, 


              kiedy dzień jest szary,


              Ty tęczę namaluj. 


       Pomódl się do Boga, 


       może Cię usłyszy.


       Gdy życie umęczy, 


       siły szukaj w ciszy. 


              Znajdź właściwą drogę, 


              pobiegnij ku słońcu, 


              życie jest zbyt krótkie, 


              pokochaj je w końcu... 


Przyznałem się kiedyś w moim blogu, że wierszy współczesnych prawie w ogóle nie czytam. Denerwuje mnie ta maniera rzucania słów na papier  -  bez ładu i składu. Nie ma przecinków i kropek, nie ma dużych liter nawet na początku. Treść jest najczęściej tak dziwna i dziwaczna, że tylko językoznawcy mogą się tym zająć. Może są wyjątki, tzn. jakieś dobre wiersze, ale tak się zniechęciłem, że nawet ich nie szukam. 


       TEN  WIERSZ,  który wyżej wydrukowałem, znalazłem w facebooku 27 marca. Za to dziękujemy p. Basi, ale wielka szkoda, że nie znamy autora czy autorki. Nie muszę udowadniać, ile mądrości życiowej jest w treści tego wiersza. Czyta się z przyjemnością, bo to jest taki całkiem normalny wiersz, nawet rymowany, czego brakuje tej wspóczesnej twórczości. Tak sobie pomyślałem, że ten utwór poetycki nadawałby się na świąteczne życzenia  -  tylko trzeba by kupić dużą kartę. Ostatnio zapanowała moda (na świątecznych kartkach) na gotowe, wydrukowane życzenia. 


🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆  Zdzisław 


Wydarzyło się naprawdę 2018-03-26

P  I  E  S


wierny  jak  pies


      Przypomniał mi się film, który mógłbym wszystkim polecić. Nie wiem, czy wszystkim by się podobał, lecz na pewno film wartościowy. Może to zabrzmi jak bajka, ale dowiadujemy się, dlaczego pieskowi pomnik postawiono. Zajrzałem do internetu, żeby znaleźć więcej szczegółów.


       "Amerykański film obyczajowy opowiadający historię psa Hachiko, wyreżyserowany w roku 2009 przez szwedzkiego reżysera (...). Jest to remake *  japońskiego filmu z 1987 roku (...) ".


       "Film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. Profesor Parker Wilson za namową córki przyjmuje pod swój dach szczeniaka. Od tej pory psa i człowieka łączy niezwykła więź. Pies Hachiko codziennie odprowadza swego pana o tej samej godzinie na dworzec, a później po niego przychodzi".


       Reżyser zmienił tylko jeden szczegół. Właściciel psa nie był Amerykaninem, lecz profesorem na wydziale rolnictwa na Uniwersytecie Tokijskim. Zmarł w miejscu pracy, a wierny pies czekał na niego, na jego powrót przez następne  10  lat.


       O tym filmie przypomniało mi się z prostej przyczyny  -  usłyszałem w radiu piękną audycję o piesku, który był ulubieńcem mieszkańców Wołomina k. Warszawy. Chcą oni postawić pomnik czworonożnemu przyjacielowi  -  podobnie jak ustawiono temu sławnemu Hachiko. Film możemy obejrzeć w internecie. Proszę wpisać: 


   pies hachiko film


_________


* remake (ang.) - nowa wersja istniejącego już filmu


*******************  Zdzisław


Udało mi się zlikwidować usterki 2018-03-21

N  A  P  R  A  W  I  Ł  E  M  ? 


       Nikt mi nie pomógł, ale wygląda na to, że udało mi się zlikwidować usterki w moim blogu, które pojawiły się 16 lutego i utrudniały czytanie notek. Były to dwie usterki:  


1. na ekranach tabletów widzieliśmy bardzo małą, prawie nieczytelną czcionkę, 


2. na ekranach komputerów czcionka była prawidłowa (14 pkt), ale poszczególne linijki tekstu za długie, wychodziły daleko poza prawy margines. 


Nie wiem, skąd się wzięły te kłopoty techniczne. Nie wiem też, jakie kombinacje sprawiły, że tak kłopotliwe usterki udało mi się 20 marca usunąć. 


🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶🐶


Jest co wspominać 2018-03-19

Takie   piękne   spotkania 


======== To jest notka z 10 lutego. Musiałem ją przepisać jeszcze raz, bo tamta miała usterki literowe.  ========


       Napisałem kiedyś w blogu, że martwi mnie jedna wada, jeżeli to można wadą nazwać. Martwi mnie, że często nie pamiętam twarzy osób spotkanych, z którymi rozmawiałem. Nie pamiętam nawet po kilku spotkaniach. Nie jestem wyjątkiem, bo wiele ludzi ma taki problem. Mówiła o tym pani psycholog na jakimś wykładzie dla wszystkich dostępnym. Nawet zażartowała, że ktoś może spotkać daną osobę np. 500 razy i jeszcze nie zapamięta. To dziwne, że niektóre osoby udaje mi się zapamiętać i rozpoznać choćby po długim niewidzeniu. Te osoby wcale nie muszą mieć jakichś "znaków szczególnych". Często spotykam kogoś naprawdę interesującego i bardzo pragnę mieć to szczęście, żeby przypadkowo znowu spotkać gdzieś na ulicy albo w dużym markecie. Co z tego, jeżeli twarzy nie pamiętam. Takie interesujące spotkania zdarzają się np. w tramwaju czy autobusie, gdzie zawsze jest okazja, żeby nawiązać jakąś rozmowę.


       Wspominam też dawne, bardzo dawne spotkania. Od jednego z nich minęło 30, a może więcej lat. To było dziwne spotkanie, bo siedzieliśmy w pociągu naprzeciwko siebie i nie miałem odwagi się odezwać. Napisałem o tym w mojej pierwszej notce, pod datą 31 maja 2013 r. ("Byłem romantyczny i nieśmiały"). Także druga notka, z 19 czerwca 2013 r. ("Gdzie są moje dziewczyny?"), poświęcona jest wspomnieniom. Tak się nieraz zastanawiam, czy nie zacząłem pisać bloga właśnie dlatego, że coś leżało mi na sercu, coś, co opisałem w tych dwu moich pierwszych notkach.


       Jeszcze dawniejsze wspomnienia sięgają do czasów, gdy byłem uczniem w II LO w Toruniu (1954 - 1958). W tamtej klasie była Ewa i Andrzej, którzy później zostali małżeństwem. Teraz są prawie dokładnie w tym samym wieku co ja. Odwiedzili mnie w sanatorium w Inowrocławiu, gdzie przechodziłem rehabilitację po operacji ortopedycznej. Ciekawe, że chociaż często nie pamiętam twarzy  -  do czego już się przyznałem  -  to zapamiętuję nazwiska nawet bez zapisywania. Pamiętam więc niektóre nazwiska moich uczniów z czasów, gdy byłem młodym nauczycielem, świeżo po studiach. Tu taka ciekawostka. W dzienniku szkolnym była "tekturka" ze spisem uczniów danej klasy. Gdy sprawdzałem obecność, to zawsze najpierw wyczytywałem imię, a potem nazwisko, chociaż w dzienniku było odwrotnie. Raziło mnie podawanie nazwiska na pierwszym miejscu, bo to brzmi tak jakoś urzędowo, a poza tym w naszym języku to nie jest poprawna kolejność.


       Na zakończenie powrócę do tego wątku jakże licznych spotkań, jakie przeżyłem i do tego pragnienia, żeby jeszcze udało się spotkać. Mam takie wyjątkowe marzenie, żeby zobaczyć się z tymi wszystkimi, poznanymi osobami  -  już tam, na tamtym świecie...  Tam będzie dużo czasu, żeby pogadać. W tej chwili na pewno ktoś mnie wyśmieje, a osoby niewierzące może rzucą we mnie brzydkim słowem.


&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&  Zdzisław


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]