belfer308 | e-blogi.pl
Co kto lubi 2017-09-14

Do   kawiarni ? 


       Nigdy nie lubiłem chodzić do kawiarni. Nie wiem, skąd się wzięło takie uprzedzenie, taka niechęć. Teraz na stare lata zdarza mi się czasami taka wizyta w tych ładnie urządzonych lokalach. Spotykam się tam z osobami zaprzyjaźnionymi, których nie wypada zapraszać do domu. Gdy idę do kawiarni, czuję się tak, jakby to była jakaś ważna czy uroczysta okazja. 


       Tak wyjątkowo traktuję wizytę w kawiarni. Osobna sprawa to wyjątkowe osoby, z którymi się spotykam. Zastanawiam się, dlaczego ludzie idą do kawiarni. Może tak po prostu chcą posiedzieć i pogadać. Czasami na pewno chcą uczcić urodziny czy imieniny, a może muszą omówić jakieś ważne sprawy. Bardzo mnie ciekawi, czy mają swoje ulubione kawiarnie i co się im w nich podoba. Gdybym był dziennikarzem, to przeprowadziłbym sondę na ten temat. Kawiarni w Bydgoszczy jest tak dużo, że można porównywać. Nie próbowałem ich liczyć, a na pewno jest jakiś spis urzędowy. Osobno trzeba by policzyć także różne kluby. Też mamy ich całą masę. To jest w końcu duże miasto, nic więc dziwnego, że namnożyło się tych lokali i placówek. Myślę również o małych miastach, myślę o wioskach, gdzie nie ma możliwości, żeby życie sobie tak uatrakcyjnić. Na wsi ludzie spędzają czas raczej w swoim gronie. Spotykają się w gronie rodzinnym albo zapraszają znajomych. To może być naprawdę piękne, bo ludzie są bliżej siebie, są bardziej zżyci ze sobą. 


       Zupełnie osobny temat, to bary mleczne. Jest ich w Bydgoszczy aż siedem i mają duże powodzenie. Nazywają się "mleczne", ale częstują nas także wspaniałymi daniami mięsnymi i daniami jarskimi (jak różne odmiany pierogów, kopytka itd.). Nasze prawdziwie polskie jedzenie. Nie chińskie, nie tureckie, których sam widok mnie odrzuca...  Celowo wspominam o barach mlecznych, bo w jednym z nich miałem niezwykłe spotkanie. Ta pani chciała spotkać się właśnie w barze mlecznym, bo wiązało się to z jej pięknymi wspomnieniami z dzieciństwa. 


       Wracam jeszcze do kawiarni. Chyba w każdej z nich słychać muzykę  -  taką spokojną i przyciszoną. To jest oczywiście bardzo dobry zwyczaj. Muzyka nie przeszkadza w rozmowie i stwarza miły nastrój. Oddzielny temat to tzw. letnie ogródki. Mieliśmy ich w Bydgoszczy dość dużo  -  i większe, i mniejsze. Największym powodzeniem cieszyły się ogródki na Starym Rynku. Nieraz ustawiałem w internecie obraz właśnie z bydgoskiego rynku, żeby zobaczyć, co tam się dzieje. Ciekawostką jest to, że oprócz obrazu transmitowany był głos. Nawet około godz. 2 w nocy słychać było gwar dochodzący z ogródków. Zawsze się zastanawiałem, czy tym gościom nie było za zimno. Zimno to dopiero będzie i zmienią się zwyczaje ludzi szukających relaksu oraz miłego towarzystwa.  A do następnego lata już "tylko" 9 miesięcy. 


&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&   Zdzisław 


Bez fałszywego wstydu 2017-09-07

O  seksie  w  szkole 


       Jest dla mnie wielką zagadką, jak to możliwe, że w szkole prowadziłem lekcje na takie tematy, o których nie każdy nauczyciel miał odwagę mówić. Jak to się stało, że ja miałem tę odwagę, chociaż w młodości byłem taki nieśmiały. O tej nieśmiałości i jak ją w końcu pokonałem, pisałem w blogu już dwukrotnie. Gdzieś tam padło takie zdanie, że teraz sam siebie nie poznaję. Tak więc dyrektor szkoły (człowiek bardzo wymagający, ale mający naprawdę ludzkie podejście do podwładnych) wyznaczył mnie i jeszcze jednego nauczyciela, żebyśmy prowadzili lekcje  -  to się wtedy nazywało lekcje przygotowania do życia w rodzinie. Mówiliśmy o przyjaźni, o miłości, o seksie itd. Tematy mogłem sam dobierać, nikt mi nie narzucał. Bardzo przydatne były audycje radiowe z cyklu "Rozmowy intymne". Występowali w nich znakomici specjaliści, bardzo znane nazwiska. Miałem więc materiał z pierwszej ręki. Audycje nagrywałem sobie na magnetofon, ale na lekcjach raczej nie prezentowałem, tylko omawiałem własnymi słowami. Co mnie najbardziej martwiło, że miałem za mało czasu, żeby omówić wszystko, co najważniejsze. Za mało czasu, bo to była lekcja co dwa tygodnie (na przemian z lekcją wychowawczą). Nie mogłem tak ważnych problemów omówić całościowo, to były raczej takie wybrane zagadnienia. Jedno było chyba cenne, że młodzież mogła się przekonać, iż o sprawach uważanych często za wstydliwe, można mówić tak po prostu, naturalnie, bez fałszywego wstydu. 


       Przez dwa lata miałem szczęście prowadzić te lekcje, które wówczas stały się w programie szkolnym bardzo modne. Może to słowo "modne" jest tu nieprecyzyjne, ale fakt, że lekcje takie były i są nadal bardzo potrzebne. Dlatego martwi mnie to, że ciągle dyskutuje się obecnie (w niektórych środowiskach), czy taką tematykę w ogóle do szkoły wprowadzać. Nawet do przedszkola, na co niektórzy reagują wręcz histerycznie. Wiele napisano i powiedziano, dlaczego dzieciom i młodzieży trzeba mówić, oczywiście mądrze mówić, także o seksie. Tyle napisano i powiedziano, że nie muszę tutaj się powtarzać. Rozsądni pedagodzy przypominają, że internet nie jest w tej dziedzinie najlepszym "nauczycielem". Jeszcze gorzej, gdy ktoś z młodych opiera się na wiedzy kolegów. Dyskusje wśród dorosłych trwają nadal, a życie ucieka... 


       Mało korzystałem w szkole z książek przydatnych do prowadzenia lekcji tzw. p.d.ż.  Może w tamtych odległych czasach nie było dużego wyboru, jeśli chodzi o takie książki. Obecnie wydawnictw tego rodzaju jest sporo. Ja już pomijam fakt, że niektóre albumy mogą zgorszyć osoby skłonne do zgorszenia...  Na pewno wartościowa jest książka dra Andrzeja Depko  -  seksuologa, kierownika poradni seksuologicznej, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. Książka pt. "Pytania do seksuologa". Tych pytań i odpowiedzi jest aż 370. Natomiast w radiu najlepsze są audycje (chociaż nie każda może się nam podobać) nadawane co tydzień, zawsze w niedzielę, godz. 23 - 24.  Jest to radio TOK, które nie ma nadajników w całej Polsce, ale można posłuchać audycji nagranych w internecie. Jak szukać tych i innych audycji napisałem w notce z 26 sierpnia. Musimy tylko pamiętać datę audycji i tytuł cyklu  -  "Dobry seks". Audycje przydatne nie tylko dla młodych, ale i dla dorosłych. Żeby nie błądzić... 


@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@   Zdzisław 




Moje geograficzne hobby 2017-09-01

Mapa  na  ścianie 


jak  dzieło  sztuki 


       Jedno niezwykłe wspomnienie mam z mojego liceum. Niezwykłe, bo nie wiem, czy coś podobnego było też w innych szkołach. Przypadła mi taka rola, że na każdej przerwie dyżurowałem w kantorku z mapami (geograficznymi oraz historycznymi). Wypożyczałem te mapy na lekcje w różnych klasach. Tak więc każdą przerwę miałem zajętą, nie miałem tej swobody jak inni uczniowie. Ale nie żałuję. Może to wtedy zrodziła się moja "miłość" do map. Też pewien rodzaj hobby. Piękne hobby, pozostało na całe życie. Wtedy to były takie typowe, szkolne mapy  -  drążek u góry i drążek na dole.  "Naklejone"  były na materiał i dlatego można było je zwijać. Może to śmieszne, ale dziś taka duża, szkolna mapa Polski wisi u mnie w jednym z pokoi. Śmieszny pomysł, bo zamiast obrazów na tej ścianie jest piękna kolorowa mapa  -  taka bardzo przydatna ozdoba. Przydatna, bo często na nią spoglądam, gdy muszę coś sprawdzić, np. szukam miejscowości, o której była mowa w radiowych wiadomościach. 


       Nie liczyłem, ile map udało mi się zgromadzić. Wystawę mógłbym urządzić. Podzieliłem te wszystkie mapy na trzy działy:  1) plany miast,  2) mapy szczegółowe (np. województw czy regionów),  3) mapy ogólne, obejmujące całą Polskę (administracyjne, samochodowe, sieci kolejowej itd.). Nie interesują mnie inne kraje. Mam ich mało, np. Czechy i Słowację, które darzę dużą sympatią. Na osobnej półce leżą atlasy. Tu jest m.in. szczegółowy atlas świata, są oczywiście atlasy Polski (głównie samochodowe). Najcenniejszy dla mnie jest atlas samochodowy "Polska" (362 strony), wydany przez znakomitą firmę "Copernicus" w skali 1 : 220.000. Jest to skala, która zapewnia dużą dokładność, tzn. na mapach zmieściło się dużo szczegółów. W ogóle ten atlas może stanowić wzór dla innych wydawnictw. Nie wiem, czy można go jeszcze kupić, czy były wznowienia, bo mój pochodzi z 2006 roku. Nic nie szkodzi, że przez 11 lat przybyło dużo nowych dróg, bo jak komuś zależy, może kupić bardziej aktualne mapy regionów  -  takie jak np. "Pobrzeże Bałtyku" (wydawnictwo "Demart"). Bardzo starannie wydali tę mapę (w skali 1 : 200.000). Lubię mapę mojego regionu  -  "Okolice Bydgoszczy i Torunia", bo skala 1 : 75.000 pozwala na dużą dokładność. Nie zabłądzimy...   Jeżeli chodzi o skalę, to jest bardzo ciekawa sprawa, bo od skali dużo zależy. Plany miast wydawane są przeważnie w skali 1 : 20.000 albo 1 : 23.000. Bardzo dokładny jest np. plan Włocławka  -  1 : 15.000. 


       Niektórzy powiadają, po co kupować mapy, jeżeli mamy wszystko w internecie. Owszem, można w internecie znaleźć np. jakąś ulicę w nieznanym mieście. Jednak kiedy rozłożymy mapę, widzimy pewną całość, ogarniamy wzrokiem np. całą Polskę. Poza tym niektóre mapy są pięknie wykonane, jeżeli chodzi o ich kolorystykę, o bardzo czytelny  układ dróg itd. Może to śmiesznie zabrzmi, ale mapy bywają tak śliczne, że można je traktować jak dzieło sztuki. Dlatego ja zamiast jakiegoś obrazu wolę powiesić w mieszkaniu wybraną mapę. Czy każda kobieta pozwoliłaby na taką dekorację? 


&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&   Zdzisław 


Lekarz dobrze radzi 2017-08-27

Kto   chce   schudnąć ? 


       Są ludzie, którzy ważą 150 - 160 kg. Mówił o tym lekarz w radiu TOK  -  w niedzielę 27 sierpnia. Muszę podkreślić, że mówił bardzo przystępnie,  chwilami nawet dowcipnie. To był dyrektor kliniki leczenia otyłości  -  w jakimś szpitalu (nazwę szpitala pani redaktor podała niewyraźnie, niezrozumiale). Audycja trwała 40 minut i tak sobie pomyślałem, jaki lekarz poświęciłby mi, zwykłemu pacjentowi, aż 40 minut na rozmowę. 


       Tytuł audycji brzmi trochę dziwnie, wręcz zniechęca do słuchania: "O genezie i najnowszych metodach chirurgicznego leczenia otyłości". Proszę się nie zniechęcać, bo doktor przekazał nam dużo ważnych i ciekawych wiadomości. Żeby znaleźć tę audycję, musimy najpierw odszukać w tabelce datę 27 sierpnia i godzinę emisji, tj. 16.00 .  Jak sobie poradzić z tym szukaniem, napisałem dokładnie w poprzedniej notce. Cieszę się, że mogę wszystkim polecić tak wartościową audycję. 


&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&   Zdzisław


Tylko z radia 2017-08-26

Słuchamy  z  przyjemnością 


       Audycje radiowe dość często pomagały mi znaleźć temat do mojego  bloga. Na pewno częściej niż telewizja. Niedawno, 13 sierpnia, usłyszałem bardzo ciekawą rozmowę z naukowcem pracującym w stacji badawczej na Antarktydzie. Nawet nie znam jego nazwiska, bo nie słyszałem całej audycji. Miałem jeszcze cichą nadzieję, że ta audycja będzie dostępna w internecie. Niestety, minęło tyle dni i nie ma. Polskie Radio 24 to dawny program 4 i podobnie jak program pierwszy, drugi oraz trzeci należy do tzw. radia publicznego. Znamy też Radio TOK, które nie należy do publicznego, ale poważniej traktuje słuchaczy. Traktuje poważniej, bo w internecie możemy w dowolnym czasie  "odsłuchać"  każdą audycję. Policzyłem tak dla ciekawości i w ciągu jednego dnia Radio TOK daje nam w internecie do wyboru np. 40 audycji. 


       Przypomnę, jak szukamy. Najpierw: 


       radio tok audycje archiwalne 


Pojawia się długi wykaz, a w nim: 


       Podcasty Radia TOK FM 


Tutaj mamy tytuły konkretnych audycji.  Musimy tylko wybrać datę i godzinę. Tak przykładowo 26 sierpnia o godz. 11.40 oraz 12.40 jest taki interesujący tytuł: "Czy ekstremalne zjawiska pogodowe faktycznie zdarzają się częściej?".  (Przed tymi audycjami są reklamy, na szczęście krótkie reklamy). 


       Niedawno rozmawiałem z panią, która w szpitalu spędziła ponad trzy miesiące. Są oczywiście osoby dłużej w szpitalu uwięzione. Na co mogą narzekać? Poczynając od jedzenia, a kończąc na strasznych nudach. Mówiła moja znajoma, że nawet czytanie książek sprawia kłopot, bo ręce mdleją od trzymania książkj. Już nieraz słyszałem, że lekarze okuliści odradzają czytanie na leżąco, bo to niekorzystne dla wzroku. Lekarstwem na nudę może być radio. Oczywiście nie tylko muzyka, ale też audycje słowne. Przed chwilą zachęcałem do włączenia radia TOK, które wyspecjalizowało się w audycjach słownych. Na szczęście nie tylko o polityce, ale także bardzo różne tematy. Sam się przekonałem, że radio ratuje nas przed nudą, gdy leżałem w szpitalu niecały miesiąc.


       Są ludzie, którzy nie lubią audycji słownych. W ogóle nie lubią słuchać. Proszę zauważyć, jak często w jakimś towarzystwie wszyscy mówią, nikt nie słucha innych. Zastanawiam się, czy to jest cecha typowa tylko dla Polaków. Czasami słyszę, jak ktoś w radiu mówi pięknie i ciekawie. Nieważne, czy ma piękny głos (a niektórzy mają, aż czarują). Dla mnie ważne jest, co mówi i jak mówi. Są osoby obdarzone takim talentem (to się nazywa krasomówczym), że słuchanie ich to prawdziwy raj dla duszy. Mógłbym wymienić wiele nazwisk takich utalentowanych, ale  nie chcę zanudzać tym wyliczaniem. Może tylko jeden przykład. Dawno temu wystąpił w radiu sławny dyrygent Stefan Stuligrosz. Po tylu latach nie pamiętam szczegółów, ale było to dla mnie niezwykłe przeżycie. Doszedłem do wniosku, że pięknego przemówienia czy zwykłego wystąpienia można słuchać, jak się słucha pięknej muzyki. Nie jestem znawcą czy jakimś specjalistą. Po prostu przeżywam słowo, podobnie jak przeżywa się muzykę. Proszę mi wierzyć, że daje to dużo radości. 


################################   Zdzisław 


Nie można zapomnieć 2017-08-19

19  sierpnia


37  rocznica 


najtragiczniejszej  katastrofy


kolejowej  w  Polsce 


       To się stało 19 sierpnia 1980 r., około godz. 4.30 nad ranem. Między Toruniem a Włocławkiem zderzył się pociąg osobowy, jadący z Torunia do Łodzi, z pociągiem towarowym. Duża część podróżnych wracała (po przesiadce z innego pociągu) z wakacji spędzonych w Kołobrzegu i okolicach. Zginęło 67 osób, wśród nich wielu młodych. 


       Pisałem w blogu o tym strasznym wydarzeniu  -  17 sierpnia 2015 r. ("Największa katastrofa kolejowa"). 


       Łączymy się ze wszystkimi, z różnych zakątków Polski, którzy z bólem serca, może też ze łzami w oczach  -  patrzą na tę datę 19 sierpnia. 


####################################


Nie chciałem podsłuchiwać 2017-08-10

          On  się  nie  zmieni ?  


       Nie chciałem podsłuchiwać. Jednak coś do moich uszu dolatywało. Na przystanku autobusowym przy stacji Bydgoszcz Leśna stały trzy dziewczyny, takie w wieku może 18 - 19 lat. Jedna z nich odjechała autobusem wcześniej, a dwie pozostałe dość głośno dyskutowały. Usłyszałem tylko, że  "jak on się nie zmieni, to nie będę z nim chodzić".  "On się nie zmieni"  -  wtrąciła się do rozmowy kobieta także obecna na przystanku.  "Pani jest ładną dziewczyną, ładną i zgrabną. Po co pani ma zmarnować sobie życie".  Kobieta powtarzała te dwa zdania kilka razy, ale  "on się nie zmieni"  usłyszałem nawet kilkanaście razy. Już nie mogłem tego słuchać  -  powtarzała jak obłąkana. Nawet jeżeli miała rację, to było nie do wytrzymania. Kobieta 60-letnia  -  jak sama powiedziała. Pracuje w przedszkolu, z mężem była szczęśliwa...  Wsiadła do autobusu z dziewczynami  -  gdzieś w drugim końcu pojazdu. Już nie słyszałem ich rozmowy. Żałuję, że nie wiem, w czym chłopak ma się zmienić. Jeszcze bardziej żałuję, że nie poradziłem dziewczynie, żeby ze swoją sprawą poszła do psychologa. 


       Jedno jest pewne, że chłopak, czy w ogóle mężczyzna, nie zmieni się, jeżeli chodzi o alkohol, to znaczy, gdy ma słabość do alkoholu. Próbują to leczyć, ale nie wiadomo, z jakim skutkiem. Najgorsza jest sytuacja, gdy np. do dnia ślubu mężczyzna jest w porządku, a po ślubie się rozpija pod wpływem kolegów. Jeżeli chodzi o alkohol, to już największa tragedia, jaka może spotkać kobietę. Niestety, coraz częściej mówi się, że kobiety też ulegają temu nałogowi. Dlaczego chłopak czy mężczyzna musi się zmienić w swoim stosunku do kobiety  -  to bardzo różne przyczyny i bardzo szeroki problem. Może ktoś napisze o tym w swoim blogu. 


       Na moim przykładzie napisałem, jak się zmieniłem, jak pokonałem nieśmiałość. W młodości byłem tak bardzo nieśmiały, że gdybym taki pozostał na zawsze, to nie nadawałbym się do życia. Jak udało mi się wyleczyć z nieśmiałości, to opisałem w moim blogu  -  w notce z 28 lipca 2014 r. ("Trzeba rozmawiać"). Akapit na ten temat zaczyna się od słów: "Sam siebie teraz nie poznaję...".  Na szczęście minęła też nieśmiałość wobec kobiet, o czym wspomniałem w innej notce. Oczywiście potrafię tak się zachować, żeby kobiety nie skrzywdzić (przepraszam, to zabrzmiało jak autoreklama). Moje znajome panie zauważyły, że o kobietach w ogóle chętnie piszę. 


&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&   Zdzisław 


Blogi nas łączą 2017-08-03

Zawsze   ktoś 


         na   mnie   czeka 


       Tych wyrazów zawartych w tytule nie można brać dosłownie, bo mam na myśli inny rodzaj oczekiwania. Jest to czekanie na nowe notki do mojego bloga. O tym, że ktoś na nie czeka, świadczy to, że są osoby, które do bloga zaglądają np. między północą a wczesnym rankiem. Zorientowałem się, że są takie osoby, bo porównałem liczbę odwiedzin na liczniku komputera. Późną nocą, gdy większość ludzi śpi, licznik wskazuje np. 10 odwiedzin. Kto o tej porze czyta? Może moje znajome panie pracujące w nocy w bydgoskich szpitalach, a może w sanatorium "Energetyk" w Inowrocławiu. W ciągu dnia, licząc całą dobę, mam np. około 30 odwiedzin, czasami około 20, czasami tylko 10. Przyznam się, że z ciekawością spoglądam na ten licznik  -  nie muszę tego się wstydzić, bo każdy piszący bloga cieszy się, że ktoś czyta, że nie piszemy w jakiejś próżni. Ja się nie chwalę, a zresztą sława (sława?) nie przewróciła mi w głowie. 


       Domyślam się, że niektóre osoby nie tylko czekają na nowe notki, ale też  -  jeżeli czas im pozwala  -  zaglądają do starych notek. Uzbierało się wszystkich już 233.  Lubię drukować tytuły dużą czcionką, bo to ułatwia wyszukiwanie  -  co kogo zainteresuje. Z przyjemnością czytam komentarze do mojego bloga. W ciągu 4 lat uzbierało się ich aż 270. Można się zniechęcić do pisania komentarzy, bo na końcu trzeba wpisać w odpowiedniej ramce jakieś hasło. Te hasła są często niewyraźne czy nieczytelne, ale kiedyś odkryłem, że wystarczy kilka razy się cofnąć, aż pojawi się nam wyraźne hasło. 


       Z przyjemnością czytam komentarze. Czasami czuję się zażenowany, bo są komplementy, na które nie zasługuję. Bardzo lubię  -  to jest zrozumiałe  -  bezpośrednie rozmowy z osobami, które czytają bloga. Właśnie dzisiaj po południu (3 VIII) miałem miłą rozmowę z panią, która pracuje w interesującej placówce blisko bydgoskiego dworca PKS-u. To naprawdę jest piękne, że przez bloga możemy zawierać takie wspaniałe znajomości. Człowiek nie czuje się osamotniony. 


       Na zakończenie jeszcze ciekawostka związana ze wspomnianym licznikiem komputera. Czasami stwierdzam z wielkim zdziwieniem, że nagle, w ciągu jednej doby, liczba odwiedzin skacze niewiarygodnie  -  np. o ponad dwieście. Znajomy specjalista elektronik tłumaczył mi, że to może jakiś automat przegląda mojego bloga, żeby wyłowić szczegóły, co mnie interesuje. Takie badania są podobno wykorzystywane w celu wybierania tematów do reklamy. Jak bardzo reklam nie lubię, pisałem już 30 listopada ("Reklamy do kosza"). Ja oczywiście świata nie zmienię. 


################################   Zdzisław 


W szkole, w internacie 2017-07-26

    Wspominam  moich  uczniów  


       To nieważne, że akurat są wakacje, bo te wspomnienia pojawiają się różnie, w różnym czasie. Nawet nie wiadomo, dlaczego. Najdziwniejsze jest to, że niektóre imiona i nazwiska pamiętam, chociaż nigdzie ich nie zapisałem. Proszę mi wierzyć, że pamiętam nawet po 50 latach. I wcale nie dlatego, żebym miał taką nadzwyczajną pamięć, i nie dlatego, żeby jakiś uczeń dał mi się we znaki. Owszem, jest jeden wyjątek  -  zapisałem nazwisko, bo wysyłałem karty z życzeniami świątecznymi. 


       To była niezwykła historia, niezwykłe wspomnienie. Chłopiec, którego zapamiętałem, był najlepszy w klasie z języka polskiego. Podobały mi się jego prace pisemne, miał jakiś talent. Jak odnalazłem po wielu latach mojego dawnego ucznia?  Usłyszałem kiedyś w bydgoskim radiu jego nazwisko. Zgadzała się też podana miejscowość  -  jedna wieś blisko Inowrocławia. Okazało się, że była mowa o kimś z jego rodziny. Dziś już nie pamiętam dokładnie, jak się dowiedziałem, że mój dawny uczeń mieszka w Otłoczynie. To jest stacja kolejowa między Toruniem a Aleksandrowem Kujawskim. Absolwent szkoły chemicznej pracował w leśnictwie. Oczywiście musiałem go odwiedzić. Budynek wielorodzinny, bardzo blisko ruchliwej linii kolejowej (sam Otłoczyn jest trochę dalej). Do dziś pamiętam, że w pokoiku, gdzie mnie ugoszczono, na półkach stało dużo książek. Urodzony humanista? Minął się z powołaniem? Spotkałem się wtedy z najbliższą rodziną, powspominaliśmy szkolne czasy. 


       Jeżeli chodzi o Otłoczyn, to muszę wspomnieć o tragedii, jaka się wydarzyła między tą stacją a Brzozą Toruńską. Największa w historii polskiego kolejnictwa katastrofa. Zginęło 67 osób. To się stało nad ranem 19 sierpnia 1980 r. Zderzył się pociąg osobowy jadący z Torunia do Łodzi  -  z pociągiem towarowym. Zderzenie było tak potworne, że pierwszy wagon z ludźmi w ogóle zniknął...   Dopiero po tej straszliwej tragedii wprowadzono na kolei łączność radiową. Pisałem o tej katastrofie w moim blogu 17 sierpnia 2015 r. ("Największa katastrofa kolejowa"). 


       Po tej smutnej dygresji wracam do moich uczniów. Uczeń, o którym napisałem na początku, chodził do trzyletniej Zasadniczej  Szkoły Chemicznej i Budowlanej w Inowrocławiu. To była moja pierwsza w życiu klasa (to znaczy byłem jej wychowawcą). Młody nauczyciel, bezpośrednio po studiach. Te trzy lata (1964 - 1967) niezapomniane, bo pierwszą w życiu klasę wspomina się jak pierwszą miłość. Tak kiedyś już napisałem w moim blogu. Decyzją dyrekcji szkoły do mojej klasy należeli uczniowie nie z Inowrocławia, ale z różnych miejscowości położonych w pobliżu tego miasta. Po odejściu z tej szkoły pracowałem jeszcze w internacie Technikum Mechaniczno-Elektrycznego  (też w Inowrocławiu). Tutaj zapamiętałem tę wspaniałą trójkę uczniów, którzy w ramach pracy dyplomowej urządzili radiowęzeł w internacie. Elegancko, z pulpitem mikserskim własnej roboty. Trafili na moją  "czułą strunę",  bo radio urzekło mnie prawie od urodzenia...   Te trzy nazwiska też zapamiętałem bez zapisywania. Pamiętam nawet, gdzie mieszkali:  Golub - Dobrzyń, Kamień Krajeński oraz Łosice k. Siedlec. 


       Trzecia placówka, w której miałem szczęście pracować, to internat Zespołu Szkół Drzewnych w Bydgoszczy. Stwierdziłem, że praca w internacie bardziej mi odpowiada niż w szkole, bo mamy tutaj bliższy kontakt z młodzieżą. Ileż było ciekawych i wspaniałych rozmów z wychowankami internatu (szczególnie z dziewczętami)  -  można by osobną książkę napisać. Uzbierało się przez trzy lata. Najmilej wspominam pięciu chłopaków, mieszkających zgodnie w tym samym pokoju. Polubiliśmy się, może nawet zaprzyjaźniliśmy. Szkoda, że nie wiem, co się z nimi dzieje, bo to minęło 30 lat. 


       O pracy nauczyciela i wychowawcy mówi się różnie. Jedno jest pewne, że można przeżyć coś pięknego. 


@@@@@@@@@@@@@@@@@@@      ZDZISLAW 


W radiu coś mądrego 2017-07-20

                O   seksie   poważnie 


       Zaznaczyłem w tytule, że o seksie poważnie, bo chyba częściej spotykamy się  -  w tej dziedzinie  -  z żartami, z kawałami itp. Trafiłem w radiu na mądrą i wartościową audycję. Pod koniec notki podam dokładnie, jak ją odnaleźć, żeby posłuchać. Audycja składa się z dwu części. W pierwszej większość czasu zajmuje rozmowa z burmistrzem miasta Lubniewice   -   Tomaszem Jaskułą. Właśnie w tym miasteczku zorganizowano niedawno "Festiwal Wisłockiej". Nazwa może zaskakująca, a wzięła się po prostu stąd, że dr Michalina Wisłocka była związana z tym miasteczkiem, miało ono ważne znaczenie w jej życiorysie. Chyba wszyscy wiedzą, że pani doktor jest autorką "Sztuki kochania". To była pierwsza w Polsce książka, która tak śmiało przedstawiała sprawy ważne i trudne, a jednak z różnych względów przemilczane. Pierwsze wydanie tej sławnej książki ukazało się w 1978 r. Czasy odległe, ale zarówno specjaliści, jak i zwykli czytelnicy zgodnie stwierdzają, że dzieło jest nadal aktualne i nadal bardzo przydatne. 


       Jeżeli chodzi o same Lubniewice  -  jest to miasteczko położone blisko Gorzowa Wielkopolskiego i blisko powiatowego Sulęcina. Miejscowość typowo turystyczna, z trzema jeziorami i innymi walorami. Może jeszcze mało znana, chociaż ludzie, którzy tu trafią, są oczarowani. Jak wspomniałem, w pierwszej części audycji dużo czasu poświęcono Lubniewicom  -  aż 35 minut. Drugą część audycji (prawie 20 minut) stanowi bardzo ciekawa rozmowa pani red. Ewy Podolskiej z prof. Zbigniewem Izdebskim. Nie będę streszczać tej rozmowy, postanowiłem najważniejsze sprawy ująć w kilku punktach : 


       1. Prof. Zbigniew Izdebski, znany nam z radia i wielu publikacji, od dawna prowadzi badania naukowe oceniające sferę życia seksualnego Polaków. Z tych badań wynika, że 52 procent naszych rodaków jest zadowolonych z życia seksualnego. Jednak osoby z chorobami serca, w ogóle mające jakieś problemy kardiologiczne  -  to już tylko 30 procent zadowolonych z tych przeżyć intymnych. Prof. Zb. Izdebski stwierdził, że 46 procent badanych osób powiada  -  ani nie są zadowoleni, ani nie są niezadowoleni. 


       2. Osobny problem, często poruszany, to tzw. zaburzenia erekcji. Wiadomo, że są leki, które pomagają mężczyznom w takich sytuacjach. Prof. Zb. Izdebski nie powiedział nic na temat wzajemnego oddziaływania leków, na temat reakcji zachodzących między lekami. Wiem np., że taki lek o nazwie warfin (rozrzedzający krew po operacjach kardiologicznych), nie pozwala na używanie tabletek wspomagających erekcję.  I co tutaj poradzą lekarze? 


       3. Około 30 procent kobiet stosuje tabletki antykoncepcyjne. Jednak około 20 procent osób współżyjących przyznaje się, że praktykuje tzw. stosunek przerywany, co  -  jak wiadomo  -  nie jest sposobem skutecznym, a ponadto prowadzi do niepotrzebnej nerwicy. To zjawisko jest dla pana profesora jeszcze jednym dowodem, że brakuje nam wiedzy z zakresu sfery seksualnej. 


       4. Na bardzo ciekawy problem zwrócił uwagę prof. Zb. Izdebski, gdy wspominał konferencje naukowe w ramach "Festiwalu Wisłockiej". Na tych konferencjach była mowa także o tym, jak ważne dla ludzi z sobą związanych jest zwykłe przytulenie, zwykły dotyk, po prostu bliskość. Ktoś powiedział nawet, że przytulenie i dotyk może być ważniejsze, może być bardziej oczekiwane niż sam stosunek. 


       5. Trudny do rozwiązania problem, to uświadomienie lekarzom tzw. pierwszego kontaktu (w przychodniach), że trzeba pacjentów pytać, jak układa się im życie seksualne. To nie jest jakaś ciekawość, to jest ważne przy ogólnej ocenie stanu zdrowia pacjenta. Lekarze często po prostu wstydzą się zadawać takie pytania. 


       6. Na zakończenie swojej radiowej wypowiedzi pan profesor powiedział coś tak pięknego, że muszę to przytoczyć dosłownie:  [doktor Wisłocka]  tak naprawdę w swojej miłości spełniona nie była, a tak wiele szczęścia dała innym. 


       Cała audycja jest dość długa i nie wiem, czy wszyscy będą mieli cierpliwość słuchać przez 53 minuty. Jak zaznaczyłem, część pierwsza trwa 35 minut, a część druga (z której zrobiłem "streszczenie") to około 20 minut. Przypomnę adres:


     radio tok audycje archiwalne 


Pojawia się nam hasło:  Podcasty Radia TOK FM


Następnie mamy wykaz wszystkich audycji i trochę czasu zajmie nam COFANIE do tej poszukiwanej. Musimy znaleźć datę 15 lipca 2017 i godzinę 21.00 .  Tu mamy tytuł audycji: "O seksie i Lubniewicach, czyli czym jest Festiwal Wisłockiej". 


       Samo szukanie, a potem wysłuchanie audycji  -  tylko dla osób cierpliwych i wytrwałych. 


&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&   Zdzisław 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]